numeracja utworu określa jego kolejność chronologiczną:
[pierwsza data to prawdopodobny rok napisania; druga - rok pierwodruku]

WIERSZE
# 201 # 207 # 208 # 209 # 210 # 211 # 212 # 214 # 215 # 216
# 219 # 221 # 231 # 239 # 241 # 245 # 248 # 249 # 251 # 252
# 254 # 255 # 258 # 265 # 266 # 267 # 271 # 272 # 274 # 275
# 276 # 277 # 279 # 280 # 288 # 289 # 291 # 294 # 297 # 298
# 299


# 201
(Two swimmers wrestled on the spar --)

Two swimmers wrestled on the spar --
Until the morning sun --
When One -- turned smiling to the land --
Oh God! the Other One!

The stray ships -- passing --
Spied a face --
Upon the waters borne --
With eyes in death -- still begging raised --
And hands -- beseeching -- thrown!

[1860; 1890]

- - - - -

Pływacy dwaj w wyścigu
walczyli aż do zorzy:
jeden z uśmiechem powrócił na ląd...
Drugi... O wielki Boże!

Przypadkowe widziały okręty
twarz martwą na wodach głębokich
z dłońmi błagalnie wyrzuconymi
i do góry wzniesionym okiem.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]


# 207
(Tho' I get home how late -- how late --)

Tho' I get home how late -- how late --
So I get home - 'twill compensate --
Better will be the Ecstasy
That they have done expecting me --
When Night -- descending -- dumb -- and dark --
They hear my unexpected knock --
Transporting must the moment be --
Brewed from decades of Agony!

To think just how the fire will burn --
Just how long-cheated eyes will turn --
To wonder what myself will say,
And what itself, will say to me --
Beguiles the Centuries of way!

[1860; 1891]

- - - - -

Choć późno, późno - wrócę do dom!
Sam powrót stanie za nagrodę.
Większa to będzie rozkosz pewno,
gdy - naczekawszy się daremno -
śród ciemnej nocy, nocy głuchej
posłyszą, jak ja do drzwi stuknę.
Smakuje szczęście to inaczej,
które nastaje po rozpaczy.

Gdy myśleć - jak zapłonie ogień,
jak te stęsknione oczy drogie
zgadywać zechcą, co ja powiem,
i co odpowie na to ogień -
to się opłaci sto lat drogi!

[Kazimiera Iłłakowiczówna]


# 208
(The Rose did caper on her cheek --)

The Rose did caper on her cheek --
Her Bodice rose and fell --
Her pretty speech -- like drunken men --
Did stagger pitiful --

Her fingers fumbled at her work --
Her needle would not go --
What ailed so smart a little Maid --
It puzzled me to know --

Till opposite -- I spied a cheek
That bore another Rose --
Just opposite -- Another speech
That like the Drunkard goes --

A Vest that like her Bodice, danced --
To the immortal tune --
Till those two troubled -- little Clocks
Ticked softly into one.

[1860; 1891]

- - - - -

Róża pląsała na jej policzku
Jej gorset podnosił się i opadał -
Jej ładna mowa - jak pijani mężczyźni -
Chwiała się żałośnie -

Jej palce ugrzęzły w robótce -
Jej igły nie mogły dalej iść -
Co tak boleśnie dolegało młodej panience -
To mnie intrygowało -

Na przekór - powstrzymałam policzek,
Na którym świdrowała inna Róża -
Na przekór - inną mowę,
Która jak pijak szła -

Stanik, niczym jej gorset, tańczył -
Do nieśmiertelnej melodii -
W takt tych dwóch wysłużonych - małych Zegarów
Przemieniających się powoli w jeden. 

[Ryszard Mierzejewski]


# 209
(With thee, in the Desert --)

With thee, in the Desert --
With thee in the thirst --
With thee in the Tamarind wood --
Leopard breathes -- at last!

[1860; 1945]

- - - - -

Z tobą na Pustyni -
Z tobą w pragnieniu -
Z tobą w lesie tamaryndowym
Lampart wreszcie oddycha.

[Agnieszka Salska]

* * * * *

Z tobą, na pustyni -
Z tobą w pragnieniu -
Z tobą w tamaryndowym lesie -
Lampart oddycha - na końcu.

[Ryszard Mierzejewski]

* * * * *

Z tobą być na Pustyni,
Z tobą - w pragnienia słońcu,
Z tobą - w Tamaryndowym lesie -
Oddech Lamparta - w końcu!

[Andrzej Szuba]


# 210
(The thought beneath so slight a film --)

The thought beneath so slight a film --
Is more distinctly seen --
As laces just reveal the surge --
Or mists -- the Apennine

[1860; 1891]

- - - - -

Pod nieważkimi powłokami
Wyraźniej myśl widzimy -
Tak piana uwyraźnia falę -
Albo Mgła - Apeniny

[Stanisław Barańczak]


# 211
(Come slowly, Eden! - Apotheosis)

Come slowly -- Eden!
Lips unused to Thee --
Bashful -- sip thy Jessamines --
As the fainting Bee --

Reaching late his flower,
Round her chamber hums --
Counts his nectars --
Enters -- and is lost in Balms.

[1860; 1890]

- - - - -

Przyjdź z wolna - Raju!
Nie nawykłe do Twoich
Jaśminów - nieśmiałe wargi
Muszą się z ich smakiem oswoić -

Jak spóźniona, słabnąca
Pszczoła - przed kwiatu bramą
Brzęcząca swą listę nektarów -
Zanim da się wchłonąć Balsamom.

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Nadchodź z wolna, Raju!
Nieprzywykłą wargą -
Trwożnie - sączę jaśmin -
Jak pszczoła - co słabnąc

Krąży wokół kwiatu,
Brzęczy - nim się waży
Wejść wreszcie do wnętrza -
I ginie w nektarze.

[Ludmiła Marjańska]

* * * * *

Nadchodź powoli - Raju!
Usta nieprzywykłe do Słodyczy
Nieśmiało smakują twój Nektar -
Tak mdlejąca Pszczoła -

Późno znalazłszy swą różę,
Brzęczy nad nią -
Liczy swoje delicje -
Potem siada - i tonie w słodyczy.

[Agnieszka Salska]

* * * * *

Nie śpiesz się - Raju!
Nienawykłe wargi - nieśmiało -
Sączą twój Jaśmin -
Jak półomdlała Pszczoła -

Spóźniona sięga Kwiatu,
Brzęczy w korytarzach -
Liczy swoje soki -
Wchodzi - i ginie w Nektarze.

[Krystyna Lenkowska]


# 212
(Least Rivers -- docile to some sea.)

Least Rivers -- docile to some sea.
My Caspian -- thee.

[1860; 1945]

- - - - -

Potulnie do morza - Strumyki.
Ty - moim Kaspijskim.

[Andrzej Szuba]

* * * * *

Uległe swoim morzom - rzeki wszystkie.
Ty - moje Kaspijskie.

[Krystyna Lenkowska]


# 214
(I taste a liquor never brewed)

I taste a liquor never brewed --
From Tankards scooped in Pearl --
Not all the Vats upon the Rhine
Yield such an Alcohol!

Inebriate of Air -- am I --
And Debauchee of Dew --
Reeling -- thro endless summer days --
From inns of Molten Blue --

When "Landlords" turn the drunken Bee
Out of the Foxglove's door --
When Butterflies -- renounce their "drams" --
I shall but drink the more!

Till Seraphs swing their snowy Hats --
And Saints -- to windows run --
To see the little Tippler
Leaning against the -- Sun --

[1860; 1861]

- - - - -

Kosztuję płynu dotąd nie warzonego
z drążonego w perłach kufla;
od żadnej kadzi pośród winnic nadreńskich
taki alkohol nie bucha.

Jestem pijanicą powietrza
na rozpustnych z rosą przygodach
i zataczam się przez długie letnie dni
po szafirowych gospodach.

Gdy szynkarz wyprosi wstawione pszczoły
za naparstnicy wrota,
gdy motyl głębszych zaniecha łyków,
będę piła z tym większą ochotą.

Aż serafy swe białe podrzucą cylindry,
i święci z okien wychyną,
by oglądać wspartego o słońce
szczęśliwego pijaczynę.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

Spijam nieznany gorzelniom trunek -
Z drążonego w Perle Kieliszka -
Nawet z Nadreńskich Beczek
Taki Alkohol nie tryska!

Nałogowiec Powietrza -
Opój Rosy i Świtu -
W nieskończone letnie dni się wytaczam
Z traktierni Ciekłego Błękitu -

Gdy Szynkarz pijaną Pszczołę
Wyrzuca za drzwi Koniczyny -
Gdy się Motyl od Kielicha odsuwa -
Ja - pić dopiero zaczynam!

Aż Serafy schylą śnieżne Kaptury -
Aż tłum Świętych - do okien podbiegnie -
Aby ujrzeć małego Pijaczka -
O Słońce wspartego chwiejnie -

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Niewarzony dotąd napój sączę
Z kufli drążonych w perle -
Żadne kadzie Nadrenii nie będą
Alkoholu takiego pełne!

Jestem rozpustnicą rosy -
I opojem - powietrzem spita
Wytaczam się z gospód lata
Na drogi zatopione w błękitach -

Kiedy "karczmarz" pijaną pszczołę
Z naparstnicy wyrzuci siłą -
Gdy poniecha "kieliszeczka" motyl -
Mnie się będzie tym lepiej piło!

Aż Serafin kapeluszem śnieżnym machnie -
I do okien podbiegną święci -
By zobaczyć - jak wspartemu o słońce
Pijaczynie w głowie się kręci -

[Ludmiła Marjańska]


# 215
(What is -- "Paradise" --)

What is -- "Paradise" --
Who live there --
Are they "Farmers" --
Do they "hoe" --
Do they know that this is "Amherst" --
And that I -- am coming -- too --

Do they wear "new shoes" -- in "Eden" --
Is it always pleasant -- there --
Won't they scold us -- when we're homesick --
Or tell God -- how cross we are --

You are sure there's such a person
As "a Father" -- in the sky --
So if I get lost -- there -- ever --
Or do what the Nurse calls "die" --
I shan't walk the "Jasper" -- barefoot --
Ransomed folks -- won't laugh at me --
Maybe -- "Eden" a'n't so lonesome
As New England used to be!

[1860; 1945]

- - - - -

Co to jest - "Raj" -
Kim są ci, co tam mieszkają -
Czy są "Farmerami" -
Pracują "motyką" -
Czy wiedzą, że to jest "Amherst" -
I że ja tam - idę - również -

Czy oni noszą "nowe buty" - w "Edenie" -
Czy zawsze jest miło - tam -
Czy nie będą karcić nas - kiedy będziemy poza domem -
Albo powiedzcie Bogu - jakim krzyżem jesteśmy -

Wy wiecie, jaką On jest osobą
Jako "Ojciec" - w niebie -
Więc jeśli się zgubię - tam - kiedykolwiek -
Albo zrobię to, co Pielęgniarka nazywa "umrzeć" -
Nie będę chodzić po "Jaspisie" - boso -
Ludu odkupiony - nie śmiej się ze mnie -
Może - "Eden" nie jest tak samotny
Jak była kiedyś Nowa Anglia!

[Ryszard Mierzejewski]


# 216
(Safe in their Alabaster Chambers -)


Version I:

Safe in their Alabaster Chambers -
Untouched my Morning
And untouched by Noon -
Sleep the meek members of the Resurrection -
Rafter of satin,
And Roof of stone.

Light laughs the breeze
In her Castle above them -
Babbles the Bee in a stolid Ear,
Pipe the Sweet Birds in ignorant cadence -
Ah, what sagacity perished here!

[1859; 1862]

Version II:

Safe in their Alabaster Chambers -
Untouched by Morning
And untouched by Noon -
Lie the meek members of the Resurrection -
Rafter of Satin,
And Roof of Stone!

Grand go the Years — in the Crescent — above them —
Worlds scoop their Arcs —
And Firmaments — row —
Diadems — drop — and Doges — surrender —
Soundless as dots — on a Disc of Snow —

[1861; 1890]

- - - - -

Bezpieczni w swych komnatach z alabastru,
nieczuli na południe, niepomni na brzask
potulni udziałowcy ZMARTWYCHWSTANIA
śpią... stropem ich - atłas, zamiast dachu - głaz.

Śmieje się powiew w pałacu słonecznym;
brzęk pszczół uderza o nieczuły słuch.
Ptak muzykuje kadencję najprostszą:
ach, jakiż bystry tu zamarł duch!

W półkrąg nad nimi wyniosłe mkną lata,
wiosłuje firmament, gdzie świat łukiem legł,
kapitulują doże, walą się tiary
głucho jak płatki padające w śnieg.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

Bezpieczni w swych Komnatach z Alabastru -
Przez Świt ani Południe
Nie niepokojeni -
Śpią korni uczestnicy Zmartwychwstania -
Pod Pułapem z Atłasu - pod Dachem z Kamieni!

Nad nimi - Firmamenty - wydęte Kopuły
Światów - rozległe Lata
W półkolistym biegu -
Poddają się - Książęta - spadają - Korony -
Cicho jak Krople - które - cętkują Krąg Śniegu -

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Wersja I:

W alabastrowych komnatach bezpieczni -
Świt - czy południe -
Nieczuli na czas -
Śpią cisi uczestnicy Zmartwychwstania -
Krokwie z atłasu - 
a dachem głaz -

Lekko śmieje się powiew
W zamku nad ich głową -
Pszczoła coś paple w ucho niewrażliwe -
Nieuczoną kadencję słodko gwiżdże ptak -
Ach, jakże wielka mądrość tu spoczywa!

[Ludmiła Marjańska]

Wersja II:

W alabastrowych komnatach bezpieczni -
Świt - czy południe -
Nieczuli na czas -
Leżą cisi uczestnicy Zmartwychwstania -
Krokwie z atłasu - a dachem głaz -

Półkolem ponad nimi - świetne lata - krążą -
Światy żłobią swe łuki -
Firmamenty - biegną -
Upadają korony - i potęga dożów -
Niesłyszalnie jak ptaki - na biały dysk śniegu -

[Ludmiła Marjańska]


# 219
(She sweeps with many-colored Brooms --)

She sweeps with many-colored Brooms --
And leaves the Shreds behind --
Oh Housewife in the Evening West --
Come back, and dust the Pond!

You dropped a Purple Ravelling in --
You dropped an Amber thread --
And how you've littered all the East
With duds of Emerald!

And still, she plies her spotted Brooms,
And still the Aprons fly,
Till Brooms fade softly into stars --
And then I come away --

[1861; 1890]

- - - - -

Zamiata wielobarwną Miotłą -
Lecą Paproch i Pył
O Gospodyni Wieczornego Słońca -
Wróc, i odkurz Staw!

Upuściłaś Purpurowy Kłębek -
Upuściłaś Bursztynową nić -
Nocne Niebo zamieniłaś
W Szmaragdowy Śmieć!

Pstrokate Miotły, wciąż, wygina,
Fartuchy lecą wciąż,
Aż Miotły wypłowieją w gwiazdy -
Wtedy na mnie czas -

[Krystyna Lenkowska]


# 221
(It can't be "Summer"!)

It can't be "Summer"!
That -- got through!
It's early -- yet -- for "Spring"!
There's that long town of White -- to cross --
Before the Blackbirds sing!
It can't be "Dying"!
It's too Rouge --
The Dead shall go in White --
So Sunset shuts my question down
With Cuffs of Chrysolite!

[1861; 1891]

- - - - -

To nie może być "Lato"!
Ono się skończyło!
To - jeszcze - nie "Wiosna"!
Wciąż długie miasto Bieli - do przejścia -
Zanim Kos zakląska!
To nie może być "Śmierć"!
Za dużo Różu -
Zmarłemu Biel szykuj -
Więc Zachód Słońca zamyka tę kwestię
Na Klucz z Chryzolitu!

[Krystyna Lenkowska]


# 231
(God permits industrious Angels --)

God permits industrious Angels --
Afternoons -- to play --
I met one -- forgot my Schoolmates --
All -- for Him -- straightway --

God calls home -- the Angels -- promptly --
At the Setting Sun --
I missed mine -- how dreary -- Marbles --
After playing Crown!

[1861; 1890]

- - - - -

Bóg pozwala pilnym Aniołom -
Po południu - pobawić się chwilę -
Zapomniałam o moich Kolegach -
I z Aniołem - igrałam mile -

Bóg Wieczorem - woła do domu -
Pomykają Anioły - hurmem -
Co za nuda - grać teraz - w Kulki -
Kiedy wcześniej grało się w Kule!

[Andrzej Szuba]

* * * * *

Wolno po pracy Aniołom -
Pobawić się - trochę -
Z jednym - po Szkole zagrałam -
Nie mogłam się - oprzeć -

Wzywa Bóg - Anioły - pilnie -
O Zachodzie Słońca -
I mój odszedł - jak nudno - grać w Kulki -
Po partyjce Vista!

[Krystyna Lenkowska]


# 239
("Heaven" -- is what I cannot reach! - Forbidden Fruit 2)

"Heaven" -- is what I cannot reach!
The Apple on the Tree --
Provided it do hopeless -- hang --
That -- "Heaven" is -- to Me!

The Color, on the Cruising Cloud --
The interdicted Land --
Behind the Hill -- the House behind --
There -- Paradise -- is found!

Her teasing Purples -- Afternoons --
The credulous -- decoy --
Enamored -- of the Conjuror --
That spurned us -- Yesterday!

[1861; 1896]

- - - - -

Niebo to jest to, czego nie dosięgnę...
Choćby tylko na drzewie jabłko
- już będzie dla mnie "niebem",
jeśli wisi wysoko nadto.

Barwa na odpływającej chmurze,
grunt, na który wejść zabraniają,
to - co za pagórkiem, to - co za domem...
Tam wszędzie mój raj odnajdę.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

"Niebo" - to, czego nie dosięgam!
Już Jabłko na Jabłoni -
Gdy Gałąź dłuższa niż Nadzieja -
Jest "Niebem" - dla mej Dłoni!

Nieśpieszny Obłok - ze swą Barwą -
Cudze Pola - Rozstaje -
Łąka za Wzgórzem - Dom za Łąką -
Już to - jest dla mnie Rajem!

W złudne Purpury Popołudni
Łatwowiernie przebrani -
Wabimy tęsknie - tego Magika -
Co - Wczoraj - wzgardził nami!

[Stanisław Barańczak]

* * * * * 

Niebo jest dla mnie niedostępne
Jak jabłko na jabłoni
Nadziei złudnej złem występne,
Kuszące rajem w dłoni

Kolorem, żeglującą chmurą
Gdzieś w kraju zatraconym,
Za domem i za siódmą górą
Jest raj - odnaleziony

W południa, co purpurą drażnią,
Przynętą ust wabiona
Z miłości chorą wyobraźnią
Odchodzę - odrzucona

[Kazimierz Żarski]

* * * * *

"Niebo" - to czego nie sięgam!
To Jabłko na Jabłoni -
Jeśli wisi - tak bez nadziei wysoko -
Jak - "Niebo" - nad Nami!

Kolor, na Krążącej Chmurze -
Niedosięgły Kraj -
Za Wzgórzem - za Domem -
Można - znaleźć - Raj!

Tę Purpurę - Popołudnia -
Wabik - który mami
Zakochanych - w Magiku -
Co Wczoraj - wzgardził nami!

[Krystyna Lenkowska]


# 241
(I like a look of Agony - Real)

I like a look of Agony,
Because I know it's true --
Men do not sham Convulsion,
Nor simulate, a Throe --

The Eyes glaze once -- and that is Death --
Impossible to feign
The Beads upon the Forehead
By homely Anguish strung.

[1861; 1890]

- - - - -

Lubię widzieć agonię,
bo wiem, że to nie fałsz;
nikt nie symuluje konwulsji,
nie udaje skurczu ciał.

Oczy szklą się raz tylko - w śmierci.
Nie może to być skłamane,
ani paciorki potu na czole
przez szczerą mękę nizane.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

Podoba mi się w Agonii
To - że jest zawsze prawdziwa -
Nie symuluje się Konwulsji,
Ataku Bólu - nie odgrywa -

Oczy się zaszklą raz - Śmiercią -
I nie do podrobienia
Są Paciorki na Czole - nizane
Przez pospolitość Cierpienia.

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Cenię w spojrzeniu Agonii,
To że jest prawdziwa - 
Nie pozoruje Konwulsji,
I Bólu, nie odgrywa -

Oczy szkliwieją raz - i to jest Śmierć -
Nie do podrobienia
Na Czole Krople
Sperlone prostotą Cierpienia.

[Krystyna Lenkowska]


# 245
(I held a Jewel in my fingers --)

I held a Jewel in my fingers --
And went to sleep --
The day was warm, and winds were prosy --
I said "'Twill keep" --

I woke -- and chid my honest fingers,
The Gem was gone --
And now, an Amethyst remembrance
Is all I own --

[1861; 1891]

- - - - -

Trzymałam klejnot w dłoni,
usnęłam za dnia
- dzień był ciepły, powiew nużący -
mówiąc: "Nie spadnie!"

Zbudziłam się, z rzetelnych mych palców
nierada,
bo teraz - ametystowe wspomnienie
to wszystko, co posiadam.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

Trzymałam w palcach klejnot -
Zasnęłam w sennej godzinie -
Dzień był ciepły, monotonny -
Pomyślałam: "nie zginie".

Zbudziłam się - uczciwe palce
Obwiniając - znikł cenny kamień -
I teraz wszystko, co posiadam -
To ametystu pamięć -

[Ludmiła Marjańska]

* * * * *

Ściskając Klejnot w dłoni,
Usnęłam niewinnie -
Dzień był ciepły, wiatr nużący -
Myślałam: "Nie zginie" -

Zbudziłam się - skarciłam uczciwie
Palce - Gemma przepadła -
Ametystowy sen to wszystko,
Co posiadam -

[Andrzej Szuba]


# 248
(Why -- do they shut Me out of Heaven?)

Why -- do they shut Me out of Heaven?
Did I sing -- too loud?
But -- I can say a little "Minor"
Timid as a Bird!

Wouldn't the Angels try me --
Just -- once -- more --
Just -- see -- if I troubled them --
But don't -- shut the door!

Oh, if I -- were the Gentleman
In the "White Robe" --
And they -- were the little Hand -- that knocked --
Could -- I -- forbid?

[1861; 1929]

- - - - -

Czemu niebo zatrzaskują przede mną?
Czy za głośno śpiewałam?
Ależ - potrafię też nucić w "moll" -
Jak ptak nieśmiała.

Może aniołowie raz jeszcze
Zechcą sprawdzić - zobaczyć - jak szłam -
Czy ich nazbyt trudziłam -
Lecz - nie zatrzaskujcie bram!

Ach, gdybym była - tym Panem
W Białej Szacie - a oni
Rączką - która kołacze -
Czy mogłabym - zabronić?

[Ludmiła Marjańska]


# 249
(Wild Nights! Wild Nights!)

Wild Nights -- Wild Nights!
Were I with thee
Wild Nights should be
Our luxury!

Futile -- the Winds --
To a Heart in port --
Done with the Compass --
Done with the Chart!

Rowing in Eden --
Ah, the Sea!
Might I but moor -- Tonight --
In Thee!

[1861; 1891]

- - - - -

Dzikie noce, błędne noce!
Gdybyś ty przy mnie wytrwał,
byłyby takie noce
najkosztowniejszym zbytkiem.

Co znaczą wichry
dla statku w porcie!
Więc precz z busolą,
mapy wyrzućcie.

W raju wiosłować,
pruć morski Eden
i z tobą przybić
do rajskich brzegów.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * * 

Szalone - Dzikie Noce!
Przy Twoim boku
Wiodłyby takie Noce
W Rozkosz i Spokój!

Cóż szkodzą - Wichry -
Sercu w Przystani?
Zbędna Busola -
Koniec z Mapami!

Przez Raj wiosłować - przez Morza
Rozległość!
Byle przybić - tej Nocy - do Brzegu
Twojego!

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Dzikie noce - szalone noce!
O, z tobą wszystkie
Dzikie noce byłyby
Szalonym zbytkiem!

Dla serca w porcie -
Wichry są niczym -
Za burtę kompas -
Map się nie liczy!

Płynąć do raju -
Ach, oceanie!
Zakotwiczyć nocą - w tobie -
W przystani!

[Ludmiła Marjańska]

* * * * *

Dzikie noce, dzikie noce
A w nich ty i ja
Dziką słodycz pić by można 
aż do białego dnia.

Daremne wichry 
Gdy serce w przystani
Na nic busola 
I mapa na nic.

Wiosłując przez raj
Ach, te morza!
Marzę by w tobie 
w tę noc zacumować.

[Maciej Maleńczuk]

* * * * *

Szalone Noce - Dzikie!
Spędzone z Tobą
Takie Noce Szalone
To rozkosz!

Nie groźne - Wichry -
Gdy Serce w przystani -
Do diabła z Mapą!
Precz z Busolami!

Wiosłować w Raju -
Przez Morskie fale!
Przybić do Ciebie - Nocą -
Na stałe!

[Andrzej Szuba]

* * * * *

Dzikie noce - Dzikie noce!
Czy byłam z wami
Dzikie noce, powinnam być
Naszą rozkoszą!

Bezskutecznym - Wiatrem -
Dla Serca w przystani -
Zrobiona z pomocą Kompasu
Zrobiona z pomocą Mapy!

Wiosłująca do Edenu -
Ach, Morze!
Mogłabym jednak przycumować - Dziś w nocy -
W Tobie!

[Ryszard Mierzejewski]

* * * * *

Dzikie - Dzikie Noce!
Gdzie ja z tobą
Byłyby naszą
Dziką rozkoszą!

Sercu w porcie -
Daremne - Wiatry -
Kompas mu na nic -
Na nic Mapy!

Przez Raj by wiosłować -
O, Morze!
I Dziś w Nocy - w Tobie -
Zacumować!

[Krystyna Lenkowska]


# 251
(Over the fence --)

Over the fence --
Strawberries -- grow --
Over the fence --
I could climb -- if I tried, I know --
Berries are nice!

But -- if I stained my Apron --
God would certainly scold!
Oh, dear, -- I guess if He were a Boy --
He'd -- climb -- if He could!

[1861; 1945]

- - - - -

Za tym płotem -
Truskawka - dojrzała -
Przelazłabym -
Przez ten płot - gdybym chciała -
Jest rozkoszna!

Lecz - gdybym poplamiła Fartuch -
Bóg z pewnością by się pogniewał!
Chociaż... gdyby był Chłopcem -
Sam może by przelazł!

[Andrzej Szuba]

* * * * *

Za płotem -
Truskawki - rosną -
Za płotem -
Mogłabym wspiąć się - wiem -
Już dojrzały!

Lecz - gdybym Fartuszek splamiła -
Bóg skarcić mnie miałbym ochotę!
Chociaż - gdyby Chłopcem był -
Przeskoczyłby - gdyby tylko wysilił się trochę!

[Tadeusz Sławek]


# 252
(I can wade Grief --)

I can wade Grief --
Whole Pools of it --
I'm used to that --
But the least push of Joy
Breaks up my feet --
And I tip -- drunken --
Let no Pebble -- smile --
'Twas the New Liquor --
That was all!

Power is only Pain --
Stranded, thro' Discipline,
Till Weights -- will hang --
Give Balm -- to Giants --
And they'll wilt, like Men --
Give Himmaleh --
They'll Carry -- Him!

[1861; 1891]

- - - - -

Gotowam brnąć przez bólu
niejedną toń
- to zwykła rzecz -
gdy najlżejszy radości wiew
zbija mnie z nóg
i chwieję się jak pijana.
Niech nie szydzi kamień pod nogą
napój był nowy,
nic więcej!

Siła to tylko ból
idący posłusznie w dół
z ciężarem szal.
Olbrzymy od ukojenia
jak ludzie tracą moc.
A dać im Himalaje
- udźwigną!

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * * 

Brodzić w Nieszczęściu - umiem -
Przez każdy jego Strumień
Albo Bagno przechodzę -
Ale prztyczek Radości -
I już na równej drodze
Potykam się - pijana -
Na uciechę Kamykom -
Nie śmiejcie się - tak działa
Na mnie ten Nowy Likwor!

Moc jest to Ból - jedynie
Balastem Dyscypliny
Trzymany na Mieliźnie -
Dać Balsam - Gigantowi -
Opadnie z sił, jak Człowiek -
Zwalić nań Himalaje -
Podźwignie!

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Mogę brnąć przez
Morze Żalu -
Przywykłam -
Lecz byle raz Radości
Podcina mi stopy -
I chwieję się - pijana -
Niech Kamyki - nie szydzą -
To Nowy Trunek był -
To wszystko!

Siła to tylko Ból -
Wzmacniany Reżimem,
Aż - się przeciwważą -
Ulżyć - Olbrzymom -
Jak Ludzie, osłabną -
Dać im Himmaleh -
Poniosą - Go!

[Krystyna Lenkowska]


# 254
("Hope" is the thing with feathers --)

"Hope" is the thing with feathers --
That perches in the soul --
And sings the tune without the words --
And never stops -- at all --

And sweetest -- in the Gale -- is heard --
And sore must be the storm --
That could abash the little Bird
That kept so many warm --

I've heard it in the chillest land --
And on the strangest Sea --
Yet, never, in Extremity,
It asked a crumb -- of Me.

[1861; 1891]

- - - - -

Nadzieja to pierzasty stwór,
dusza - to grzęda dla niej:
stamtąd bezsłowną melodią brzmi,
co nigdy nie ustanie.

Najsłodsza, gdy szaleje sztorm...
Jakaż by to być musiała ulewa,
której by się wystraszył ptak,
co tysiącom pogodę wyśpiewał.

Słychać go było w najsurowszej z zim,
na najbardziej obcych głębinach,
i nawet mrąc z głodu nie poprosił nikogo
o jedną okruszynę.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

"Nadzieja" jest tym upierzonym
Stworzeniem na gałązce
Duszy - co śpiewa melodie
Bez słów i nie milknące -

W świście Wichru - brzmi uszom najsłodziej -
I srogich by trzeba Nawałnic -
Aby spłoszyć maleńkiego ptaka,
Co tak wielu zdołał ogrzać i nakarmić -

Śpiewał mi już na Morzach Obcości -
W Krainach Chłodu -
Nie żądając w zamian Okruszka -
Choć konał z Głodu.

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Nadzieja - pierzaste stworzenie -
Mości się w duszy na grzędzie -
Śpiewa piosenkę bez słów -
I zawsze śpiewać będzie -

Najsłodsza - w nawałnicę -
Srogi sztorm musiałby się zerwać -
By spłoszyć małego ptaka,
Który tylu rozgrzewał -

Słyszałam go w mroźnej krainie -
Na morzu obcym i głuchym -
Lecz nigdy - w największej potrzebie -
Nie prosił - mnie - o okruchy -

[Ludmiła Marjańska]
 
* * * * *

Nadzieja jest jak ptak skulony
Co w duszy ma mieszkanie,
Co pieśnią niemą uskrzydlony
Jak serce - nie ustanie

Usłyszysz go wśród wód kipieli,
Gdy w burzę ból się zmienia,
Gdy może pisklę onieśmielić
Tak ciepłe od płomienia

I usłyszałam go wśród lodów
Nad morzem najdziwniejszym,
Choć wiecznie trwa, nie zazna głodu
Na okruch mnie - najmniejszy

[Kazimierz Żarski]

* * * * *

"Nadzieja" to jest rzecz z piór -
Na gałęzi duszy -
Co śpiewa melodię bez słów -
I nie milknie - nigdy -

Najsłodszą - słychać - w Wichurze -
I straszna to burza -
Co mogłaby speszyć Ptaszka
Co tak wielu ogrzał -

W kraju chłodu - i na obcym
Morzu ją słyszałam -
Nawet - wyczerpana - Skrajnie,
Okruszka - nie chciała.

[Krystyna Lenkowska]


# 255
(To die -- takes just a little while --)

To die -- takes just a little while --
They say it doesn't hurt --
It's only fainter -- by degrees --
And then -- it's out of sight --

A darker Ribbon -- for a Day --
A Crape upon the Hat --
And then the pretty sunshine comes --
And helps us to forget --

The absent -- mystic -- creature --
That but for love of us --
Had gone to sleep -- that soundest time --
Without the weariness --

[1861; 1935]

- - - - -

Umrzeć - to tylko chwilka -
I mówią, że bez bólu -
Stopniowo - słabnie się tylko -
Potem - nie jest się celem -

Ciemne Kokardy - w ciągu Dnia
Na Kapeluszu - Krepa -
A wtedy miły słońca blask -
Pozwala mniej pamiętać -

Jej nieobecność - zjawę już -
Chociaż miłością nas darzyła -
W najlepszy czas - odeszła w sen -
Znużyć się nie zdążyła -

[Barbara Grzybek]


# 258
(There's a certain Slant of light,)

There's a certain Slant of light,
Winter Afternoons --
That oppresses, like the Heft
Of Cathedral Tunes --

Heavenly Hurt, it gives us --
We can find no scar,
But internal difference,
Where the Meanings, are --

None may teach it -- Any --
'Tis the Seal Despair --
An imperial affliction
Sent us of the Air --

When it comes, the Landscape listens --
Shadows -- hold their breath --
When it goes, 'tis like the Distance
On the look of Death --

[1861; 1890]

- - - - -

Bywa światła Pochylenie -
Zimą - w Szary Dzień -
Które zgniata nas jak Brzemię
Katedralnych Brzmień -

Niebiańsko nas rani -
Nie uświadczysz blizn,
Tylko wewnątrz zmiany -
Tam, gdzie Znaczeń błysk -

Na nic Wiedza niedorzeczna -
To Pieczęć Rozpaczy -
Cios udręki, co z Powietrza
Spada na nas - władczy -

Gdy się zjawia - tuż przed zmierzchem -
Cichnie Cień i Śnieg -
Gdy odchodzi, jest jak Przestrzeń,
Skąd spogląda Śmierć -

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Jest pewien Ukos światła,
Zimą po Południu -
Co przygniata, jak Ciężar
Katedralnych Hymnów -

I nie ma żadnej skazy -
Od Niebiańskiej Rany,
Tylko zmiana w środku,
Między Znaczeniami -

Tej Pieczęci Rozpaczy -
Nikt nie obwieszcza -
To przypadłość cesarska
Którą zsyła Przestrzeń -

Gdy nadchodzi, Pejzaż i Zmierzch -
Słuchają - w napięciu -
Kiedy odchodzi, jak Dal
W spojrzeniu Śmierci -

[Krystyna Lenkowska]

* * * * *

Bywa taki światła Skłon
W Popołudnia zimy -
Co osacza, niczym Dzwon
Bijący z Katedry -

Rajskie Rany zada nam -
Nie znać skaleczenia
Tylko zmianę wewnątrz, tam,
Gdzie siedzą Znaczenia -

Nie wyjaśni tego nikt -
To Pieczęć Żałości -
Ból zsyłany z nieba wszem
Z pańskich Wysokości -

Gdy nadchodzi, milknie Kraj -
Dech wstrzymują cienie -
Gdy odchodzi, jest jak Dal,
W Śmiertelnym spojrzeniu.

[Jacek Dehnel]

* * * * *

Czasem światło pada skośnie
Zimą, tuż przed Zmierzchem -
I przytłacza niczym Pieśni,
Które grzmią w Katedrze -

Niebiański Ból nam przynosi -
Nie zostawia szramy
Prócz wewnętrznej rozbieżności
Tam, gdzie Sens się tai -

Nikt nie umie pojąć - Nic -
To Pieczęć Zwątpienia -
To wszechwładna niedola
Zesłana z przestrzeni -

Gdy się zbliża, Pejzaż tężeje -
Milknie Cień najgłębszy -
Gdy odchodzi, jest jak Spojrzenie
W puste oczy Śmierci -

[Szymon Żuchowski]

* * * * *

Jest takie Ugięcie światła,
W Popołudnia Zimą -
Że ciężarem swym przytłacza
Jak Kościelne Hymny -

To Niebiańskie jest Cierpienie -
Nie zostawia blizn
Tylko w środku wszystko zmienia,
Tam, gdzie leży Sens -

Nie objaśni nauczyciel - Żaden -
Pieczęć stawia Rozpacz -
To monarsze jest schorzenie
Zesłane z Powietrza -

Gdy przychodzi, Pejzaż słucha -
Cienie - powstrzymują dech -
Gdy odchodzi, już z Oddali
Spogląda jak Śmierć -

[Barbara Grzybek]


# 265
(Where Ships of Purple -- gently toss --)

Where Ships of Purple -- gently toss --
On Seas of Daffodil --
Fantastic Sailors -- mingle --
And then -- the Wharf is still!

[1861; 1891]

- - - - -

Gdzie na Morzu Żonkili - Fioletowe
Okręty - bujają kapryśnie -
Fantastyczni Żeglarze - gawędzą -
Potem - cisza na Pirsie!

[Andrzej Szuba]


# 266
(This -- is the land -- the Sunset washes --)

This -- is the land -- the Sunset washes --
These -- are the Banks of the Yellow Sea --
Where it rose -- or whither it rushes --
These -- are the Western Mystery!

Night after Night
Her purple traffic
Strews the landing with Opal Bales --
Merchantmen -- poise upon Horizons --
Dip -- and vanish like Orioles!

[1861; 1890]

- - - - -

Oto - ląd - w Zachodzie Słońca się nurza -
Oto - Brzegi Żółtego Morza -
Gdzie wstaje - i dokąd zmierza -
Oto - Tajemnica Zachodu!

Noc za Nocą
Szkarłatny handel
Zrzuca za pomost Bele Opalu -
Kupcy - przystają na Horyzoncie -
Pikują - i nikną jak Wilgi!

[Krystyna Lenkowska]

* * * * *

Tę - ziemię - obmywa Zachodzące Słońce -
To zaś - są Morza Żółtego granice -
Kędy słońce wstaje - lub dokąd pospiesza -
Oto są - Zachodu wielkie Tajemnice!

Za Nocą Noc
Ruch tej purpury
Ściele na brzegu Opalu Opiłki -
Kupieckie Statki - na nitce Horyzontu -
Kołyszą się - znikają niczym Wilgi!

[Tadeusz Sławek]


# 267
(Did we disobey Him?)

Did we disobey Him?
Just one time!
Charged us to forget Him --
But we couldn't learn!

Were Himself -- such a Dunce --
What would we -- do?
Love the dull lad -- best --
Oh, wouldn't you?

[1861; 1945]

- - - - -

Nieposłuszni Jego woli?
Może w jednej chwili —
Gdy kazał nam zapomnieć o Nim —
A myśmy — Go okpili!

Cóż — gdyby nawet był Naiwny
Jak nikt na świecie?
Najwięcej serca — dla Głuptasów
Miewamy — przecież?

[Stanisław Barańczak]


# 271
(A solemn thing -- it was -- I said --)

A solemn thing -- it was -- I said --
A woman -- white -- to be --
And wear -- if God should count me fit --
Her blameless mystery --

A hallowed thing -- to drop a life
Into the purple well --
Too plummetless -- that it return --
Eternity -- until --

I pondered how the bliss would look --
And would it feel as big --
When I could take it in my hand --
As hovering -- seen -- through fog --

And then -- the size of this "small" life --
The Sages -- call it small --
Swelled -- like Horizons -- in my vest --
And I sneered -- softly -- "small"!

[1861; 1896]

- - - - -

Jaka to rzecz uroczysta
być białą damą
z jakąś - z wyroku Niebios -
tajemnicą nieznaną.

Rzucić życie do purpurowej studni
jakaż to rzecz straszliwa,
skoro - pozbawione linki - na wieczność
już się nie wydobywa.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]


# 272
(I breathed enough to take the Trick --)

I breathed enough to take the Trick --
And now, removed from Air --
I simulate the Breath, so well --
That One, to be quite sure --

The Lungs are stirless -- must descend
Among the Cunning Cells --
And touch the Pantomine -- Himself,
How numb, the Bellows feels!

[1861; 1896]

- - - - -

Naoddychałam Się dość, aby 
Dziś - gdym Powietrza pozbawiona -
Symulować Oddech tak łudząco -
Że jeśli chce się Ktoś przekonać

O Płuc bezruchu - musi zstąpić
W dół - w komórki Chytrego Ciała -
Własnoręcznie dotknąć Pantomimy
Pary Miechów - co nie czuje nic - zdrętwiała!

[Stanisław Barańczak]


# 274
(The only Ghost I ever saw)

The only Ghost I ever saw
Was dressed in Mechlin -- so --
He wore no sandal on his foot --
And stepped like flakes of snow --

His Gait -- was soundless, like the Bird --
But rapid -- like the Roe --
His fashions, quaint, Mosaic --
Or haply, Mistletoe --

His conversation -- seldom --
His laughter, like the Breeze --
That dies away in Dimples
Among the pensive Trees --

Our interview -- was transient --
Of me, himself was shy --
And God forbid I look behind --
Since that appalling Day!

[1861; 1891]

- - - - -

Jedyny raz zjawił mi się Duch
Cały był w Koronkach -
Kroczył lekko jak puch -
Bez sandałów na stopach -

Miał chód - bezdźwięczny, jak Ptak -
Lecz szybki - jak Sarna -
Wyglądał dziwnie, jak Jemioły krzak -
Lub jak Mozaika -

W słowach - był oszczędny -
Jego śmiech się rozwiewał
Jak Wiatr - wśród zamyślonych
Drzew - znikający w Rowach -

To było widzenie - przelotne -
Dla mnie, bo nieśmiały był on -
Od tego strasznego Dnia nie patrzę
Za siebie - Boże broń!

[Krystyna Lenkowska]


# 275
(Doubt Me! My Dim Companion!)

Doubt Me! My Dim Companion!
Why, God, would be content
With but a fraction of the Life --
Poured thee, without a stint --
The whole of me -- forever --
What more the Woman can,
Say quick, that I may dower thee
With last Delight I own!

It cannot be my Spirit --
For that was thine, before --
I ceded all of Dust I knew --
What Opulence the more
Had I -- a freckled Maiden,
Whose farthest of Degree,
Was -- that she might --
Some distant Heaven,
Dwell timidly, with thee!

Sift her, from Brow to Barefoot!
Strain till your last Surmise --
Drop, like a Tapestry, away,
Before the Fire's Eyes --
Winnow her finest fondness --
But hallow just the snow
Intact, in Everlasting flake --
Oh, Caviler, for you!

[1861; 1890]

- - - - -

Nie wątpże, mglisty druhu!
I Bóg rad byłby nawet
z ułamka tej miłości,
którą cię hojnie darzę...
Ja, cała twoja na wieki...
Co można więcej dać,
powiedz mi, a obdarzęć
resztką szczęścia, na jakie mnie stać!

Nie może to być moja dusza,
dawniej tobie oddany skarb
niźli prochu ziemskiego całość...
A jakiż wspanialszy dar
miałabym ja, prosta dziewczyna,
dla której celem najwyższym
- by w jakimś odległym niebie
mogła skormnie ci towarzyszyć.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]


# 276
(Many a phrase has the English language --)

Many a phrase has the English language --
I have heard but one --
Low as the laughter of the Cricket,
Loud, as the Thunder's Tongue --

Murmuring, like old Caspian Choirs,
When the Tide's a' lull --
Saying itself in new infection --
Like a Whippoorwill --

Breaking in bright Orthography
On my simple sleep --
Thundering its Prospective --
Till I stir, and weep --

Not for the Sorrow, done me --
But the push of Joy --
Say it again, Saxton!
Hush -- Only to me!

[1861; 1935]

- - - - -

Język angielski ma wiele fraz -
Ja słyszę jedną w wierszu -
Gromką niby głos grzmotu,
Cichą jakby śmiały się świerszcze -

Szemrze jak stare kaspijskie chóry,
Kołysane falą przypływu -
I jak lelek wieczorem
Nową modulację odkrywa -

Olśniewającą ortografią
W mój skromny sen raptem wkracza -
Grzmiąc o swych perspektywach -
Aż poruszona płaczę -

Nie dlatego, że ktoś mi zmartwień
Przyczynił - jeno z radości -
Mów jeszcze, mów, Anglosasie!
Szeptem - jedynie dla mnie!

[Ludmiła Marjańska]


# 277
(What if I say I shall not wait!)

What if I say I shall not wait!
What if I burst the fleshly Gate --
And pass escaped -- to thee!

What if I file this Mortal -- off --
See where it hurt me -- That's enough --
And wade in Liberty!

They cannot take me -- any more!
Dungeons can call -- and Guns implore
Unmeaning -- now -- to me --

As laughter -- was -- an hour ago --
Or Laces -- or a Travelling Show --
Or who died -- yesterday!

[1861; 1891]

- - - - -

A może dłużej nie będę zwlekała,
może rozsadzę tę przegrodę z ciała
i ku tobie pomknę - zbieg?
Kto wie, może gdy to śmiertelne oderwę,
dojrzę - co mnie tak uwierało bez przerwy,
i dobrnę po wolność na tamten brzeg?

Już nas przenigdy nie pochwycą...
Niech nalegają działa, groźnie błagają ciemnice:
wszystko to - bez znaczenia dziś,
jak śmiech, co przed godziną nic nie znaczył,
jak koronki, jak scena w wędrownym teatrze
albo wieść, kto też wczoraj zmarł.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

A gdybym czekać nie zechciała!
Jeśli rozbiję bramy ciała -
Do Ciebie umknę - ocalona!

Jeśli śmiertelny zewłok odłożę -
Ile wycierpiał - dość spojrzeć -
I w wolności zatonę!

Nie mogą wziąć mnie - po raz wtóry!
Wołanie dział, więzienne mury
Niczym są dla mnie teraz -

Jak przed godziną - śmiech nic nie znaczył -
Koronki - lub wędrowny teatrzyk -
Jak i to - kto wczoraj umierał!

[Ludmiła Marjańska]


# 279
(Tie the Strings to my Life, My Lord,)

Tie the Strings to my Life, My Lord,
Then, I am ready to go!
Just a look at the Horses --
Rapid! That will do!

Put me in on the firmest side --
So I shall never fall --
For we must ride to the Judgment --
And it's partly, down Hill --

But never I mind the steeper --
And never I mind the Sea --
Held fast in Everlasting Race --
By my own Choice, and Thee --

Goodbye to the Life I used to live --
And the World I used to know --
And kiss the Hills, for me, just once --
Then -- I am ready to go!

[1861; 1896]

- - - - -

Uwiąż sznur, Panie, do mego życia,
a będę gotowa iść:
Niech tylko spojrzę na koniec...
Dalej! To starczy na dziś!

Posadź mnie po bezpiecznej stronie,
żebym nie spadła w piach,
bo jedziemy na Sąd Ostatni
i z górki wiedzie szlak.

Nie troszczę się ja o mosty
ani o bliskość mórz,
przytrzymana w wieczystym wyścigu
przez ciebie, wybrańca dusz.

Żegnajcież, dni moje zwyczajne,
żegnaj, świecie, w którym zwykłam być...
Jeszcze za mnie te wzgórza pocałuj,
a teraz już mogę iść!

[Kazimiera Iłłakowiczówna]


# 280
(I felt a Funeral, in my Brain,)

I felt a Funeral, in my Brain,
And Mourners to and fro
Kept treading -- treading -- till it seemed
That Sense was breaking through --

And when they all were seated,
A Service, like a Drum --
Kept beating -- beating -- till I thought
My Mind was going numb --

And then I heard them lift a Box
And creak across my Soul
With those same Boots of Lead, again,
Then Space -- began to toll,

As all the Heavens were a Bell,
And Being, but an Ear,
And I, and Silence, some strange Race
Wrecked, solitary, here --

And then a Plank in Reason, broke,
And I dropped down, and down --
And hit a World, at every plunge,
And Finished knowing -- then --

[1861; 1896]

- - - - -

Przez mózg przechodził pogrzeb:
żałobnicy po czaszce całej
dreptali, aż wszelkie czucie
we mnie się załamało.

A kiedy posiadali,
w egzekwie jak w bęben
bito, bito, aż rozum
zda się w końcu mi zdrętwiał.

Później słychać było, jak z pudłem
przeskrzypieli przez duszę, depcąc
obuwiem ciężkim jak ołów...
A wtedy zadzwonił przestwór,

jakby całe niebo było dzwonem,
a byt - uchem słuchającym,
ja zaś i cisza - jakimś dziwnym plemieniem
samotnie na brzegu stojącym.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

Czułam - przez Mózg przechodził Pogrzeb - 
Minuta po minucie
Kondukt szedł - szedł - i deptał we mnie
Butami zdolność czucia -

Gdy wszyscy Żałobnicy siedli -
Monotonne egzekwie
Załomotały bębnem - Umysł
Zaczął mi w końcu drętwieć -

Słyszałam - jak podnoszą Skrzynię -
Jak przez Duszę raz jeszcze
Skrzypią ich Ołowiane Buty -
Tu rozdzwoniła się Przestrzeń,

Jakby Niebiosa były Dzwonem -
Uchem - całe Istnienie -
A ja i Cisza - porzuconym
W klęsce - samotnym Plemieniem -

A wtedy - Deska w dnie Rozumu
Trzasnęła - zaczęłam spadać -
Tłukąc się o krawędzie Światów -
Aż je przestałam poznawać -

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Czułam, szedł pogrzeb w moim mózgu,
Żałobnicy - tu i tam krocząc
Stąpali ciężko - coraz ciężej -
Aż rozum wyrywać się począł -

A kiedy wszyscy zasiedli,
Grabarze zaczęli walić
Jak bęben - bili bez przerwy -
Aż mój umysł ogarnął paraliż -

Usłyszałam jak podnoszą skrzynię
I przez duszę moją ciągną Oni
W skrzypiącym obuwiu z ołowiu -
Wtedy przestrzeń zaczęła dzwonić,

Jakby dzwonem były całe niebiosa,
A uchem tylko - istnienie,
Zaś cisza i ja - samotnym
Rozbitym - obcym plemieniem -

Potem pękła jakaś deska w mózgu
I upadłam - i spadałam w próżni -
Raz po raz uderzając jakiś świat,
By na koniec - nie móc nic rozróżnić -

[Ludmiła Marjańska]

* * * * *

Poczułam Pogrzeb, w moim Mózgu,
I Kondukt tam i z powrotem kroczył -
I kroczył - aż się wydawało
Że Czucie Rozum przekroczy -

I gdy wszyscy usiedli,
Obrzęd, jak Bęben -
Wciąż walił - i walił - że aż
Mi Umysł zdrętwiał -

I usłyszałam jak podnieśli Skrzynię
I na wskroś Duszy trzask
Tych samych Butów z Ołowiu, i Przestrzeń -
Zaczęła dzwonić tak,

Jakby wszystkie Nieba były Dzwonem,
I tylko Uchem, Istnienie,
A ja, tu, i Cisza, dziwnym
Rozbitym, samotnym Plemieniem -

I wtedy Deska Rozumienia, pękła,
I spadłam, spadałam -
I tłukłam się o piętra Świata - i wtedy,
Skończyłam poznawać -

[Krystyna Lenkowska]


# 288
(I'm nobody! Who are you?)

I'm Nobody! Who are you?
Are you -- Nobody -- Too?
Then there's a pair of us!
Don't tell! they'd advertise -- you know!

How dreary -- to be -- Somebody!
How public -- like a Frog --
To tell one's name -- the livelong June --
To an admiring Bog!

[1861; 1891]

- - - - -

Jam nikt! A ty ktoś, bracie, jest?
Możeś ty nikim też?
Aż dwoje nas, więc cicho bądź,
bo nas wygonią stąd.

Jak nudno być kimś, prawda?
Jak niedyskretnie żabim
oznajmiać swe miano skrzekiem
podziwiającym bagnom.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

Ja jestem nikt! Kto jesteś ty?
Czyś także nikt? Co za spotkanie!
Jest więc nas dwoje, ale milcz:
Skazano by nas na wygnanie!

Jakie to smutne: zostać kimś!
Wciąż na widoku: żaba śliska,
Co swoje imię cały dzień
Skrzeczy, by znały ją bagniska!

[Artur Międzyrzecki]

* * * * *

Ja jestem nikt! kto jesteś ty?
Czy i ty także jesteś nikim?
Jest więc nas dwoje? ale milcz!
Gotowi wziąć nas na języki!

Jakie to smutne: zostać kimś!
Wciąż na widoku: żaba śliska,
Co swoje imię cały dzień
Skrzeczy, by znały ją bagniska!

[Artur Międzyrzecki]

* * * * *

Jestem Nikim! A ty?
Czy jesteś - Nikim - Też?
Zatem jest nas aż dwoje?
Pst! Rozejdzie się - wiesz!

Jak monotonnie jest - być Kimś -
Popisującą się Żabą -
Kumkać swe imię - cały Czerwiec -
Stojącym w podziwie Stawom!

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Jestem Nikim! A kim ty jesteś?
Czy także - jesteś - Nikim?
A więc dwoje nas? Nic nie mów,
Bo ogłoszą to - z krzykiem!

Być kimś - jakie to żałosne!
Imienia swego nie pragnę -
Jak żaba - w czerwcu życia - głosić
Przed zachwyconym bagnem!

[Ludmiła Marjańska]
 
* * * * *

I'm nobody who are you
Are you nobody too?
Than there is a pair of us
Don't tell they advartise you know

I'm nobody who are you
Are you nobody too?

Jestem nikim a ty kim
Czy ty także jesteś nikim
To znaczy byłaby z nas para
I to by się rozniosło zaraz więc milcz

I'm nobody...

Jak ponuro stać się kimś
Żaba co publicznie
Skrzeczy w czerwcu chce się żyć
Bagnu zebranemu licznie

I'm nobody

[Maciej Maleńczuk]

* * * * *

Jestem Nikim! A ty?
Też - Nikim - jesteś?
Więc jest nas dwoje?
Sza! Bo się rozniesie!

Jakie to nudne - być - Kimś!
Samochwalącą się Żabą -
Rechotać swe imię - Czerwcowi -
I zachwyconym - Mokradłom!

[Andrzej Szuba]

* * * * *

Jestem nikim! A ty kim - wiesz?
Czy jesteś - Nikim - Też?
Więc jest nas dwoje! Sza!
Ogłosiliby to - raz dwa!

Jak drętwo - być - Kimś! Publicznie -
Jak Żaba - Powtarzać 
Swoje imię - cały Czerwiec
Do urzeczonego Bagna!

[Krystyna Lenkowska]


# 289
(I know some lonely Houses off the Road)

I know some lonely Houses off the Road
A Robber'd like the look of --
Wooden barred,
And Windows hanging low,
Inviting to --
A Portico,
Where two could creep --
One -- hand the Tools --
The other peep --
To make sure All's Asleep --
Old fashioned eyes --
Not easy to surprise!

How orderly the Kitchen'd look, by night,
With just a Clock --
But they could gag the Tick --
And Mice won't bark --
And so the Walls -- don't tell --
None -- will --

A pair of Spectacles ajar just stir --
An Almanac's aware --
Was it the Mat -- winked,
Or a Nervous Star?
The Moon -- slides down the stair,
To see who's there!

There's plunder -- where --
Tankard, or Spoon --
Earring -- or Stone --
A Watch -- Some Ancient Brooch
To match the Grandmama --
Staid sleeping -- there --

Day -- rattles -- too
Stealth's -- slow --
The Sun has got as far
As the third Sycamore --
Screams Chanticleer
"Who's there"?

And Echoes -- Trains away,
Sneer -- "Where"!
While the old Couple, just astir,
Fancy the Sunrise -- left the door ajar!

[1861; 1890]

- - - - -

Znam domy samotne z dala od dróg,
o jakich marzyłby rabuś:
o ryglach z drewna,
oknach nad ziemią tuż,
zapraszające same
na ganek.

Domy, gdzie mogłoby wkraść się dwóch:
jeden ze złodziejskim sprzętem,
drugi by zbadał oględnie,
czy zasnęło wszystko wszędzie...
Staromodne czyjeś oczy
niełatwo zaskoczyć.

Nocą w kuchni cóż za skrzętny ład,
i tylko zegar stuka.
Zakneblować go nie sztuka,
boć chyba mysz nie szczeknie
ani ściany nie warkną
ze skargą.

Uchylone szkła drgnęły blaskiem,
coś dostrzega almanach;
zamrugał jakby dywanik,
a może - nerwowa gwiazdka?
Księżyc zjeżdża po schodach,
zagląda: kto tam?

Znajdzie się jakaś zdobycz?
Łyżka czy kufel z cyny?
Drogi kamień czy kolczyk?
Zegarek? Staromodna spinka
z babunią do pary
pogrążona we śnie?

Skradać się - sprawa długa;
dzień hałasuje za strugą;
słońce doszło od rana
aż do trzeciego platana...
Zapiał kur:
"Kto tu?"

Echo na pół we mgle
szydzi: "Gdzie? Gdzie?"
A stare ledwo obudzone stadło sądzi, że to świt
pozostawił za sobą uchylone drzwi.

[Kazimiera Iłłakowiczówna]

* * * * *

Znam Domy samotne na Uboczu,
Którymi Złodziej by nie pogardził -
Okiennice drewniane
I Okna tuż przy ziemi
Zapraszają do -
Sieni,
Wślizgnie się tam dwoje -
Jeden - dzierży Narzędzia -
Drugi - wytęża Wzrok -
Sprawdza, czy Gospodarze śpią -
Stare Oczy
Niełatwo jest zaskoczyć!

Ład Kuchni wzrok uspokaja nocą,
Tylko Zegar ze swym tik-tak-tik -
Ale Zegar potrafią uciszyć -
I nie zaszczekają Myszy -
I Ściany - nie zdradzą -
Cisza - nie zdradzi Nikt.

Okulary drgnęły na stole -
Almanach się budzi powoli -
To mrugnięcie - to Obrus był może,
Czy Gwiazda, co nerwy swe koi.
Księżyc - schodzi po schodach w ciszy,
By sprawdzić, kto przyszedł!

Plądrują - gdzie -
Zdobny Kufel lub Łyżka -
Kolczyk - Kamień -
Zegarek - Broszka jaka Stara
W sam raz dla Babki -
Która śpi - na górze -

Dzień - potrząsa -
Sekretu grzechotką - z wolna
Słońce do trzeciego
Platanu dotarło -
Kogut krzyczy na całe gardło:
"Kto ośmielił się wtargnąć?"

I owo "tu" - rozbrzmiewa -
Echa orszakiem się wlecze -
Dwoje Starych ze snu otwarło oczy,
Podziwia Świt - zostawili otwarte drzwi!

[Tadeusz Sławek]


# 291
(How the old Mountains drip with Sunset)

How the old Mountains drip with Sunset
How the Hemlocks burn --
How the Dun Brake is draped in Cinder
By the Wizard Sun --

How the old Steeples hand the Scarlet
Till the Ball is full --
Have I the lip of the Flamingo
That I dare to tell?

Then, how the Fire ebbs like Billows --
Touching all the Grass
With a departing -- Sapphire -- feature --
As a Duchess passed --

How a small Dusk crawls on the Village
Till the Houses blot
And the odd Flambeau, no men carry
Glimmer on the Street --

How it is Night -- in Nest and Kennel --
And where was the Wood --
Just a Dome of Abyss is Bowing
Into Solitude --

These are the Visions flitted Guido --
Titian -- never told --
Domenichino dropped his pencil --
Paralyzed, with Gold --

[1861; 1896]

- - - - -

Jak z tych gór starych kapie zachód,
Jak ściana świerków błyska -
Jak szaman - słońce - mroczny gąszcz
Oblewa w żar paleniska -

Jak szkarłat ślą stare iglice
Aż wypełni się kula -
A ja, czy wargę mam flaminga,
Że mówić się ośmielam?

Jak potem ogień spływa w grzywach -
I wszystkich traw dosięga
Zanikający rys szafiru -
Jak odchodząca Księżna -

Jak na miasteczko wpełza zmierzch
I wymazuje dom po domu -
A na ulicy lśnią dziwne żagwie,
Co zapalają się same -

Jak jest noc - w gnieździe - w psiej budzie -
I gdzie las gości -
Tylko się chyli Kopuła Otchłani
Ku samotności -

Taką miewali Guido - Tycjan -
Niewyrażoną wizję ulotną -
Domenichino odrzucił ołówek -
Porażony przez złoto -
 
[Ludmiła Marjańska]


# 294
(The Doomed -- regard the Sunrise)

The Doomed -- regard the Sunrise
With different Delight --
Because -- when next it burns abroad
They doubt to witness it --

The Man -- to die -- tomorrow --
Harks for the Meadow Bird --
Because its Music stirs the Axe
That clamors for his head --

Joyful -- to whom the Sunrise
Precedes Enamored -- Day --
Joyful -- for whom the Meadow Bird
Has ought but Elegy!

[1861; 1929]

- - - - -

Skazanym - blask Jutrzenki sprawia
Nie taką samą Przyjemność -
Bo nie są pewni - czy nazajutrz
Ujrzą coś więcej niż Ciemność -

Człowiek - który ma umrzeć - jutro -
Gwizd Ptaka uchem łowi -
Bo jest w tym Śpiewie - świst Topora
Żądnego jego głowy -

Radość - to kiedy blask Jutrzenki
Jest Bramą w Dzień rozległy -
Radość - to kiedy Ptak ma dla nas
Cokolwiek - prócz Elegii!

[Stanisław Barańczak]

* * * * *

Skazany - wobec Blasku Dnia
Nie popada w Zachwyt -
Bo - gdy kolejny zrodzi się
Może go nie doświadczyć -

Ten - co śmierci czeka - jutro -
Słucha Trelu Ptaka -
Tony te podnoszą Topór
Ten głowy wymaga -

Szczęściarz - co mu Blask wystarcza
By się Zauroczyć - Dniem -
Szczęściarz - co mu Trel dostarcza
Nie tylko Elegię!

[Barbara Grzybek]


# 297
(It's like the Light --)

It's like the Light --
A fashionless Delight --
It's like the Bee --
A dateless -- Melody --

It's like the Woods --
Private -- Like the Breeze --
Phraseless -- yet it stirs
The proudest Trees --

It's like the Morning --
Best -- when it's done --
And the Everlasting Clocks --
Chime -- Noon!

[1861; 1896]

- - - - -

To jest jak Światło -
Niemodna Radość - 
To jest jak Pszczoła -
Melodia - bezczasowa -

To jest jak Lasy -
Osobiste - jak Wietrzyk -
Nieme - a porusza
Drzewa najdumniejsze -

To jest jak Ranek -
Najlepszy - gdy mija -
A Wieczny Zegar -
Południe - Wybija!

[Andrzej Szuba]


# 298
(Alone, I cannot be --)

Alone, I cannot be --
For Hosts -- do visit me --
Recordless Company --
Who baffle Key --

They have no Robes, nor Names --
No Almanacs -- nor Climes --
But general Homes
Like Gnomes --

Their Coming, may be known
By Couriers within --
Their going -- is not --
For they've never gone --

[1861; 1932]

- - - - -

Nie, nie znam samotności -
Odwiedzają mnie goście -
Nieprzeliczone zastępy -
Drwią sobie z drzwi zamkniętych -

Nie mają szat ani imion -
Almanachów - ni krajów -
Lecz nieokreślone domy
Jak gnomy -

Kurierzy w moim wnętrzu
Dają znać, że są w drodze -
Odejścia nie ogłaszają -
Bo nigdy nie odchodzą -

[Ludmiła Marjańska]

* * * * *

Nie wiem, co to samotność -
Nie umiem oprzeć się Gościom -
Nieprzeliczonej Chmarze -
Co chce mi Drzwi wyważyć -

Nie mają Szat, ani Imion -
Stref - ani Almanachów -
Lecz zwykłe Domy -
Jak Gnomy -

Ich Nadejście zapowiadają
Moi wewnętrzni Kurierzy -
Ich odejście - nigdy -
Bo nigdy nie znikają -

[Andrzej Szuba]

* * * * *

Zastępy - mnie odwiedzają -
Samej, nie dają być -
Nieznana Kompania -
Co przechytrza Klucz -

Nie mają Imion, ani Strojów -
Kalendarzy - ani Krajów -
Ale wszędzie Domy
Jak Gnomy -

Posłańcy w duszy -
Ich Przyjście głoszą
Odejścia - nigdy -
Bo nie odchodzą -

[Krystyna Lenkowska]

* * * * *

Samotna? - Nie -
Samotność mi nie dokucza -
Odwiedza mnie Grono nieznane -
Co nie potrzebuje Klucza -

Szat nie mają ni Imion -
Rodowodów - ni Włości -
Zwykłe mają Domy,
Niczym Gnomy.

Kurier obwieszcza w duszy
Godzinę ich Nadejścia -
Odejście - to niewiadoma -
Bo nigdy mnie nie opuszczą.

[Tadeusz Sławek]


# 299
(Your Riches -- taught me -- Poverty.)

Your Riches -- taught me -- Poverty.
Myself -- a Millionaire
In little Wealths, as Girls could boast
Till broad as Buenos Ayre --

You drifted your Dominions --
A Different Peru --
And I esteemed All Poverty
For Life's Estate with you --

Of Mines, I little know -- myself --
But just the names, of Gems --
The Colors of the Commonest --
And scarce of Diadems --

So much, that did I meet the Queen --
Her Glory I should know --
But this, must be a different Wealth --
To miss it -- beggars so --

I'm sure 'tis India -- all Day --
To those who look on You --
Without a stint -- without a blame,
Might I -- but be the Jew --

I'm sure it is Golconda --
Beyond my power to deem --
To have a smile for Mine -- each Day,
How better, than a Gem!

At least, it solaces to know
That there exists -- a Gold --
Altho' I prove it, just in time
Its distance -- to behold --

Its far -- far Treasure to surmise --
And estimate the Pearl --
That slipped my simple fingers through --
While just a Girl at School.

[1862; 1891]

- - - - -

Majątek Twój - nauczył mnie - Ubóstwa.
gJa zaś - Milionerki mam gest,
W skromniejszych Skarbach, jakimi Dziewczyny chełpią się
Aż po Buenos Aires -

Dziedziny swe przemierzałeś -
Jakby Peru królestwo -
Lecz ja, by Życie z tobą móc dzielić -
Oddałabym Skarby mego Ubóstwa -

Ja - o Kopalniach mało wiem -
Ledwie nazw kilka, Kamieni -
Kolory Najzwyklejszych znam -
Nic nie wiem o Diademach -

Gdybym jednak spotkała Królową -
Poznałabym jej Majestat -
Z racji innego Bogactwa -
By go nie spostrzec - mnie nie stać.

Indiami - ten Dzień dla tych -
Co blisko są Ciebie - i po to -
Bez oka zmrużenia - bez winy,
Żydówką stałabym się z ochotą -

Fort tak odłegły jak Golkonda -
Myśl moją przyprawia o zamęt -
Uśmiech Twój dla siebie mieć - co Dzień -
Cenniejsze to niż Diament!

Przecież Pociechą moją to,
Że Złoto jest - ten Kruszec -
Chociaż by dostrzec je -
Dystans zachować - muszę -

Daleki Skarb - daleki zbyt -
By Perłę tę docenić -
Dziewczynką w Szkole byłam -
Gdy z Rąk ją wypuściłam.

[Tadeusz Sławek]



Emily